Podsumowanie kolejnej rozprawy w kwestii VAT na Bitcoin w EU

Wczoraj odbyło się przesłuchanie stron w sprawie dotyczącej zwolnienia VAT z handlu kryptowalutą. Przed Trybunałem w Luxemburgu toczy się debata na temat dwóch zagadnień:

  1. W myśl Art. 2(1) Dyrektywy VAT, czy należy interpretować transakcje handlu kryptowalutą, w których przychody sprzedawców są wliczone w kurs wymiany, stanowią dostawę usług
  2. Jeżeli TAK, to czy Art. 135(1) należy interpretować jakoby powyższe transakcje były objęte zwolnieniem

Nie ma wątpliwości co do pytania nr 1, natomiast wszystko aktualnie obraca się w kontekście odpowiedzi na pyt. drugie.

Swoje stanowisko przedstawiła:

  • Szwecja – czterech przedstawicieli z Izby Skarbowej i Ministerstwa Finansów prezentowali stanowisko przeciwko zwolnieniu
  • Niemcy – przeciwko zwolnieniu
  • Komisja Europejska – za zwolnieniem. Argumenty za zwolnieniem dotyczą interpretacji definicji „innych zbywalnych instrumentów finansowych”.

W ocenie przedstawicieli z Niemiec padły argumenty o tym, że Bitcoin nie jest prawnym środkiem płatniczym, jest raczej produktem „niszowym” i niewielkim znaczeniu, któremu brak ustalonej wartości pieniężnej. Reasumując chodziło o wykazanie punkt po punkcie, że Bitcoin nie zalicza się do kategorii zwolnienia.

Komisja Europejska przedstawiła natomiast stanowisko bardziej ogólne, zaznaczając, że sama natura kryptowaluty definiuje jej zastosowanie w transakcjach finansowych, które powinny podlegać zwolnieniu.

Co ciekawe, w trakcie rozprawy odnoszono się do wyroku w sprawie kuponów podarunkowych „Granton Advertising”. Każda ze stron starała się interpretować ten wyrok na swoją korzyść.

W kalendarzu należy zapisać datę 16 lipca, kiedy to poznamy opinie rzecznika generalnego.

Bitcoin musi być zwolniony z VAT

Przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luxemburgu trwa sprawa dotycząca decyzji o zwolnieniu z VAT wymiany cyfrowych walut taki jak Bitcoin na instrumenty rynku pieniężnego.

Sprawa jest wynikiem pozytywnej interpretacji indywidualnej zaskarżonej przez szwedzki urząd. Obecnie trwają przesłuchania zainteresowanych stron. Każdy kraj miał możliwość zgłosić swoje stanowisko. Polska strona nie zabrała głosu. Dotychczas przedłożone stanowiska pochodzą z UK, Niemiec, Norwegii i Estonii. Wyrok będzie miał poważne konsekwencje dla pozostałych krajów Unii w kwestii interpretowania art. 2(1) Dyrektywy VAT, a mianowicie, czy wymiana cyfrowych walut na te tradycyjne ma być traktowana jako świadczenie usług.

Stanowiska krajów przed Trybunałem

Estonia przesłała opinię, w której twierdzi, że VAT powinien być naliczany od całej kwoty, nie tylko prowizji.

Niemcy natomiast uważają, że VAT powinien być naliczany tylko od prowizji.

Komisja Europejska na szczęście podziela póki co stanowisko podobne do wyrażanego przez brytyjskie HMRC, które całkowicie zwalnia wymianę z VAT.

Kolejne przesłuchanie przed Trybunałem zostało ogłoszone na 17 czerwca 2015. Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.

Na tym samym gruncie w Polsce mamy póki co dość niekorzystne interpretacje indywidualne, ale w tej sprawie może być niedługo również przełom. Na gruncie tego jak traktowane w Polsce są bony towarowe można rozciągnąć tę definicję na cyfrowe waluty.

Bitcoin pełni funkcję bonu towarowego

Co do zasady bon towarowy, podobnie jak wirtualna kryptowaluta, jest przedmiotem obrotu – może być sprzedawany lub wydawany innym podmiotom. Bon towarowy podobnie jak wirtualna kryptowaluta nie ma legalnej definicji, a jego funkcjonowanie opiera się na tylko i wyłącznie na zasadzie swobody umów określonej w art. 3511 Kodeksu cywilnego.

Zarówno bon towarowy jak i wirtualna kryptowaluta nie mają samoistnej wartości majątkowej. Przysporzenie związane z uzyskaniem takiego znaku legitymacyjnego może nastąpić dopiero w chwili ich wymiany na towary, usługi lub inne waluty. Źródłem przysporzenia nie będzie jednak umowa pomiędzy sprzedawcą a nabywcą bonu towarowego lub wirtualnej kryptowaluty, ale umowa pomiędzy każdorazowym ich posiadaczem a podmiotem, który zgadza się w zamian za ich uzyskanie wydać określony towar lub usługę.

Opisane cechy charakterystyczne wskazanych znaków legitymacyjnych powodują, że transakcje dokonywane za ich pomocą są specyficznie kwalifikowane dla potrzeb podatku VAT. Odpłatne wydanie bonu towarowego umożliwiającego nabycie danego towaru lub usługi nie stanowi świadczenia usług na rzecz nabywcy bonu.

„Podmiot, który nabywa bon w zamian za pieniądze nie uzyskuje, więc dodatkowego świadczenia, jedynie zmienia formę dysponowania środkami pieniężnymi z pieniądza na bon towarowy.”

(P. Fałkowski, Dyrektywa VAT 2006/112, Komentarz, Warszawa 2012, str. 52). Potwierdza to również interpretacja indywidualna wydana w dniu 24 września 2014 r. przez Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, sygn. akt. IPPP2/443-556/14-4/A0, w którego ocenie „Odpłatne przekazanie bonu nie być również rozpatrywane w kategoriach świadczenia usług w myśl art. 8 ust. 1 ustawy o VAT, gdyż samo przekazanie bonu ‚ nie powoduje, że klient nabywa jakąkolwiek usługę.

Bon podarunkowy jedynie upoważnia do nabycia w zamian za i przypisane do niego środki punkty/środki pieniężne towarów lub usług oferowanych przez Partnerów Wnioskodawcy”.

Natomiast jak wyjaśnił Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu, w interpretacji indywidualnej wydanej w dniu 3 stycznia 2014 r., bon towarowy:

„Spełnia funkcję środka płatniczego, uprawniającego do zapłaty za określone towary lub usługi oferowane przez sprzedawcę (…). Bon stanowi zatem jedynie rodzaj „pieniądza” (innego niż pieniądz ekwiwalentu i wartości), upoważniającego do odbioru świadczenia, a więc do zakupu określonych usług/towarów.

W konsekwencji, czynności odpłatnego przekazania bonów nabywcom nie można utożsamiać z świadczeniem usług/dostawą towarów, podlegającą opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.”

W związku z powyższym taka czynność nie podlega opodatkowaniu podatkiem VAT. Dopiero w momencie wymiany znaku i legitymacyjnego (np. bonu towarowego lub wirtualnej kryptowaluty) na towar lub usługę następuje konkretyzacja świadczenia otrzymanego przez posiadacza danego znaku legitymacyjnego, które mogłoby być przedmiotem opodatkowania VAT.

Dlatego też obowiązek podatkowy w zakresie podatku VAT powstaje dopiero w chwili realizacji bonu – dokonania dostawy towaru lub wykonania usługi w zamian za wydanie wcześniej zakupionego bonu (tak: Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w piśmie z 19 marca 2013 r., IPPP2/443-83/13-2/MM).

Bez znaczenia dla przedmiotowej kwalifikacji pozostaje przy tym forma w jakiej występuje bon towarowy. Bon może między innymi występować w formie elektronicznej (tak: Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z 20 maja 2014 r., IPPP2/443-173/14-5/DG).

Co dalej z Bitcoinem

W ostatni dzień stycznia 1954, Edwin Armstrong skacze z okna 13 piętra wieżowca na Manhattanie. Gienialny inżynier, który już 20 lat wcześniej zbudował pierwszy nadajnik i radio działające na falach krótkich FM, trwoni ostatnie lata swojego życia walcząc o prawa patentowe do swojego wynalazku na przeciw Radio Corporation of America. Kilka lat później jego żonie udaje się „pomścić” męża w sądzie, przy okazji stając się bardzo bogatą kobietą.

Wynalazek Armstronga jeszcze długie lata nie pojawił się w domowych, czy samochodowych odbiornikach. Prawie od samego zarania dotychczasowy oligopol radiowy skutecznie hamował wdrażanie innowacji jaką była możliwość odbierania sygnału o dużo czystszym brzmieniu i który wymagał dużo mniej energii od stacji nadawczej. Choć wydaje się to kuriozalne, ta nowa technologia stanowiła zagrożenie dla takich organizacji jak RCA, czy AT&T, które bały się, że stracą możliwość kontrolowania tego, kto ma dostęp do jak największej ilości dusz, które można karmić reklamą.

Przykładem walki z innowacyjną technologią był lobbing wspomnianych firm. Po naciskach na FCC (o ironio organizacja, która została powołana by działać niezależnie jak KRRiT) zmieniono zakres częstotliwości na jakich można było nadawać w paśmie FM.

Dotychczasowe odbiorniki Armstronga nie mogły być już używane. Kolejnym krokiem była walka o prawa patentowe. W późniejszych latach FCC wymagało od nadawców, rzekomo w interesie całego społeczeństwa, aby Ci nie mogli nadawać tylko na paśmie FM, ale równolegle nadawali na paśmie AM ten sam program. Na to oczywiście wielu małych i aspirujących nadawców nie mogło sobie pozwolić finansowo.

Z biegiem czasu pasmo FM wraz z powstaniem odbiorników stereo powoli zaczęło się upowszechniać. Potencjał jaki drzemał w tej technologii oprócz nadawania audycji nie został jednak do dzisiaj wykorzystany, a kontrola nadal pozostaje w rękach dużych chłopców.

Jaki to ma związek z cyfrowymi walutami? Powiedzmy, że kiedy widzimy pojawienie się regulacji typu Bitlicense przychodzi na myśl kierunek w jakim zmierzamy. Prawdopodobnie naiwnym jest myślenie, że możliwość „nadawania” transakcji będzie niekoncesjonowane. Już dziś większość giełd zbiera dane, których wymogu nie powstydziłby się niejeden bank, a Coinbase śledzi transakcje swoich użytkowników.

Jeżeli regulacje dotyczące pasma FM mogą coś podpowiadać, to choćby to, że każdy procesor płatności, każda giełda będzie prędzej, czy później podlegać pod prawo bankowe i będzie musiała spełniać te same wymogi. I niestety w większości krajów spowolni to rozwój i adopcję cyfrowych walut na dziesięciolecia. Koniec końców technologia się wchłonie i będzie stanowić szkielet świata finansów, ale nie tak jak wyobrażamy to sobie my entuzjaści niezależnych walut.

Wiem, że zmierzamy w kierunku zdecentralizowanych rozwiązań, ale naprawdę będzie ciężko o jeden z najważniejszych obszarów, jakim są zwykli sprzedawcy, którzy muszą prowadzić swoje firmy zgodnie z obowiązującym prawem. Czy wyobrażacie sobie nabicie na kasę fiskalną płatności Bitcoin, która nie będzie dokonana homologowanym portfelem na koncesjonowanym terminalu z odpowiednią homologacją, który nie przyjmie płatności np. z mixowanego adresu? Do tego etapu dość szybko dojdziemy gdy tylko wolumen transakcji zyska na znaczeniu.

Nie trzeba jednak patrzeć na regulacje bankowe. Chwila spędzona ze skarbówką zmusza do zapłaty podatku od czegoś co teoretycznie nic nie jest warte. Wszystko to składa się na efekt hamujący rozwój. Sytuacja przypomina trochę koniec lat 90-tych, kiedy handel w sieci pozwalał na chwilę wyrwać się ze szponów systemu. Z łezką w oku można patrzeć na czasy kiedy np. nie było durnych pasków cookies i innych chorych regulacji.

Co z konkurencją podatkową innych krajów? Tu też przez długi czas byłem optymistą, ale patrząc na ilość krajów, które podpisały np. FATCA robi mi się słabo. Z drugiej strony miejmy nadzieję takie kraje jak Wielka Brytania będą jednak światełkiem w tunelu i się nie ugną ogólnej presji. Pierwszym sprawdzianem będzie ich walka z „ułatwieniami” pokroju MOSS. Już dziś startupy bitcoinowe przenoszą się lub startują na wyspach. Ogólnie w tej kwestii mam mieszane przeczucia i czekam na rozwój wydarzeń.

Kto dzisiaj wygrywa według mnie w rankingu największego wroga cyfrowych walut?

Paradoksalnie jeszcze nie banki, nie rząd, ale całe społeczeństwo.

Problem nie polega na tym, że boimy się nowej technologii, nie, że jej nie rozumiemy, albo że tylko przeczytaliśmy tendencyjne artykuły prasowe, albo że nie mamy zwyczajnie czasu na nowinki i naukę posługiwania się bezpiecznie cyfrowymi portfelami.

Problem polega na tym, że nie dopuszczamy myśli, że moglibyśmy używać czegoś, co nie zostało nam narzucone z góry, choćby nie miało żadnych fundamentów. Jest to niezwykle przykre, ale niestety trzeba się z tym liczyć w ocenie tego, czy Bitcoin zdobędzie kolejnych użytkowników.

Frank szwajcarski padł ofiarą frankogeddonu

Bank centralny Szwajcarii (NBS) przyznał w sobotę, ze przez kilka ostatnich lat frank nie był przez niego emitowany. Rynek wczoraj dowiedział się, że frank przekształcono w kryptowalutę na wzór Bitcoin.

Przekształcenie w kryptowalutę spowodowało negatywne konsekwencje rynkowe – mówi prezes NBS. – Dopiero teraz widzimy skutki. Kraj pogrąża się w koszmarnej deflacji. Obywatele mogą więcej kupić, a od tego dobrobytu przewróci im się w głowie. Szwajcaria przegrała wojnę walutową. To koszmar.

Oprócz deflacyjnych skutków okazało się, że frank po raz pierwszy w historii w ciągu minionych lat został użyty do kupowania m.in. narkotyków i broni.

– Dopóki frank był emitowany przez bank centralny, w naszym kraju nie kupowano narkotyków. Wszystko się zmieniło odkąd frank stał się kryptowalutą jak Bitcoin.

– Ludzie nie chcą już legalnej broni w każdym domu, którą normalnie dostają od Państwa, ale kupują ją przez Internet i to za franki tylko dlatego, że jest kryptowalutą!

Służby mówią nawet o tym, że odkąd frank stał się kryptowalutą, rząd kupował również broń masowego rażenia. Dodatkowo, niewielka grupa obywateli zaczęła handlować surowym mlekiem i innymi wyrobami na tzw. czarnych targowiskach, o których lokalizacji można się dowiedzieć tylko ze zdecentralizowanych narzędzi komunikacyjnych, których nie monitoruje WMS (Wahrheitsministerium Schweiz).

Odkąd wszystko wyszło na jaw, kilka firm działających na rynku walutowym zbankrutowało. Specjaliści i analitycy mówią, że bankructwo kilku giełd to oczywisty koniec franka. Upadek tych firm, to jasny sygnał, że mamy do czynienia ze śmiercią tej waluty. Gwóźdź do trumny stanowi wysoka zmienność kursu franka w ostatnich dniach. Gwałtowne zmiany kursu nawet o kilkanaście procent w ciągu dnia dyskwalifikuje franka jako walutę.

Naprawdę nie wiem, dlaczego frank został zamieniony w kryptowalutę jak Bitcoin. To był ewidentny błąd. – mówi jeden z polskich kredytobiorców.

Niezadowoleni ekonomiści sugerują, że frank powinien być kontrolowany przez jakiś bank centralny, żeby stabilizować jego kurs, bo odkąd wyszło na jaw, że jest kryptowalutą, wszyscy wiedzą już, że frank nie jest kontrolowany przez żadną instytucję, która dbałaby o stabilność tej waluty.

Ludzie jeszcze długą nie będą rozumieć istoty problemu

That system is our enemy. But when you’re inside, you look around, what do you see? Businessmen, teachers, lawyers, carpenters. The very minds of the people we are trying to save. But until we do, these people are still a part of that system and that makes them our enemy.

You have to understand, most of these people are not ready to be unplugged. And many of them are so inured, so hopelessly dependent on the system, that they will fight to protect it.

Zawsze mnie to zdumiewa jak bracia Wachowscy stworzyli kultowy Matrix, który nie tylko jest arcydziełem dla oka. Z jakiegoś powodu rezonują w nas te słowa. Na pierwszy rzut oka dość płytkie, ale w praktyce bardzo prawdziwe. I to w czasach kiedy w radiu słyszę, że aktualne pokolenie nie ma się przeciw czemu buntować.

Zion czeka.

Ciekawostka hobbystyczna, dużo szumu i w ogóle bańka

Ten wpis jest odpowiedzią na opinię Rafała Jaworskiego, który dziwi się dlaczego Bitcoin jeszcze nie upadł. Otóż spieszę się z wyjaśnieniami.

Odniosę się po kolei do tez postawionych w powyższym wpisie. Na wstępie warto podkreślić, że temat Bitcoin pokazuje jak wiele założeń dotyczących ekonomii opiera się na zwykłych dogmatach, które rozpadają się powoli w starciu z rzeczywistością. Autor w pierwszym zdaniu zauważa, że

Wysoki stopień swobody wolnorynkowej jest współczesnym gospodarkom rozwiniętym i wszystkim pretendującym do tego miana bardzo potrzebny.

Ta cenna myśl odnosi się do obserwacji, że centralne planowanie rozwoju gospodarki jest z góry skazane na klęskę. Uczciwie musimy przyznać, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć niezamierzonych skutków naszych interwencji. Przeważnie nie są one widoczne gołym okiem. Chwilę później autor jednak gwałci swoje poprzednie zdanie twierdząc, że

Jednocześnie nikt dotychczas nie wymyślił lepszej gwarancji od tej udzielanej przez państwo.

Potrzebujemy wolnego rynku, ale pod warunkiem, że państwo zapewni nam brak ryzyka. Jest to wewnętrznie sprzeczne. To w praktyce oznacza, że zamiast dochować należytej staranności przy ocenie podejmowanych decyzji życiowych, czy biznesowych, zakładamy z góry, że nieważne komu powierzamy zaufanie, bo „państwo” nam gwarantuje brak ryzyka.

Skutki takiego działania widzimy kiedy państwo gwarantuje bankom bezpieczeństwo, a te nie są w stanie oprzeć się pokusie nadużycia i udzielają kredytów, które szybko okazują się toksyczne, banki popadają w poważne kłopoty, ale państwo gwarantuje brak ryzyka i pokrywa straty banków z pieniędzy … podatników. W praktyce oznacza to, że państwo owszem daje gwarancję, ale tylko uprzywilejowanej wąskiej grupie znajomych królika. Efekt? Większe rozwarstwienie społeczne i „psucie monety„.  Historia nie pokazuje ani jednego przypadku, w którym jakiekolwiek państwo gwarantowało w okresie dłuższym niż średnio 27 lat stabilność emitowanego pieniądza.

100 bilionów dolarów Zimbabwe

Nawet złoto nie jest w stanie zabezpieczyć wszystkich przepływów pieniężnych, a tu nagle ktoś wpadł na szalony pomysł w którym brak zabezpieczenia miałby okazać się najlepszym rozwiązaniem. I to wszystko z pogwałceniem podstawowych praw ekonomicznych.

Autor słusznie zauważa, że złoto nie jest w stanie zabezpieczyć wszystkich przepływów pieniężnych, gdyż w większości przypadków wymaga wystawienia papierów dłużnych, abo umożliwić zmniejszenie kosztów transakcji, przechowywania środków, operowania na duże odległości, czy wykonywania dużej ilości małych transakcji z wieloma podmiotami.

Dobrze obrazuje to anegdota o skarbcach ze złotem.

W pewnym momencie ktoś wpadł na szalony pomysł, w którym brak zabezpieczenia [państwowego] miałby okazać się najlepszym rozwiązaniem.

I tu autor bardzo upraszcza, gdyż pomysł nie zrodził się nagle! Potrzeba było dziesięcioleci odkryć naukowych, które ustawiły fundament pod zdecentralizowany system jakim jest Bitcoin.

Szalonym pomysłem była na pewno próba zbudowania samolotu przez braci Wright, a może twierdzenie, że czas biegnie relatywnie wolniej gdy poruszamy się z dużą prędkością?

Te koncepcje były uznawane za szalone w swoim czasie, ale czy implikowało to brak zastosowania praktycznego? Następnie autor przechodzi do wymienienia powodów, dla których Bitcoin prędzej czy później upadnie

brak znajomości faktycznego twórcy, co może oznaczać ukryte dno

Ukryte dno jest tu rozumiane jako cyt. niezidentyfikowana grupa interesów. W podtekście ma to wydźwięk pejoratywny i do pewnego stopnia spiskowy. Autor prawdopodobnie ma na myśli, że brak znajomości twórcy protokołu oznacza z góry nieuczciwą jego motywację, gdyż nieujawniony twórca protokołu cyfrowej waluty może bez konsekwencji oszukać wszystkich użytkowników swojego dzieła nigdy niewykryty cieszyć się łupem.  To jest założenie jakie wprowadza Rafał, jakoby Satoshi Nakamoto miał kontrolę nad podażą i przepływem bitcoinów, lub w najlepszym przypadku, uprawiał troling na światową skalę.

Nawet gdybyśmy założyli, że protokół został stworzony przez ruską mafię, Yakuzę, NSA czy Mossad to nadal bylibyśmy im winni ogromny szacunek za stworzenie pięknego dzieła jakim jest kod źródłowy będący u podstaw zdecentralizowanej sieci Bitcoin, w której żadna wąska grupa, osoba czy instytucja nie ma decydującego wpływu na podaż, czy przepływ środków wymiany.

wirtualny emitent bez problemów związanych z wypłacalnością oznacza równie wirtualne zabezpieczenie

Jeżeli dobrze rozumiem te słowa, to w przypadku Bitcoin nie mamy do czynienia z odpowiedzialnością konkretnych osób, które ew. można potem wsadzić do więzienia w przypadku problemów z działaniem systemu.

I tak właśnie jest.

Większe zaufanie pokładamy w oprogramowaniu opierającym się o bezwzględny algorytm niż w ludziach, którzy kierują się przeróżnymi pobudkami.

Poza tym żaden bankier nigdy nie wyląduje w więzieniu, a środki które zdefrauduje bankier lub państwo są zabezpieczone na słowo honoru, które zazwyczaj okazuje się bardziej wirtualne niż cyfrowa waluta.

brak faktycznego podmiotu, któremu fundamentalnie zależy na ochronie swojej waluty

To zdanie zawiera błąd rzeczowy, gdyż w przypadku Bitcoin podmiotem jest każdy użytkownik cyfrowej waluty, a w szczególności górnicy, którzy są de facto emitentami waluty. Nie ma jednej osoby, czy organizacji, która musi zadbać o integralność. Protokół jest tak zaprojektowany, że motywacja finansowa zachęca użytkowników do ochrony waluty i pracy na rzecz uniezależnienia się od Pojedynczych Punktów Krytycznych. PPK mogą być poddane awarii lub nie oprzeć się ludzkim słabościom jak korupcja, czy szantaż.

Reasumując faktycznym podmiotem jest tu zdecentralizowana sieć potwierdzająca transakcje w postaci tysięcy urządzeń „górniczych” na całym świecie. I mimo zagrożeń płynących z konsolidacji tego procesu w postaci zrzeszania się w grupy i tak nadal istnieje ogromna motywacja wśród wszystkich użytkowników, aby nie dopuścić do degradacji całego systemu.

brak systemu walutowego regulującego funkcjonowanie środka płatniczego

Czy brak norm prawnych jest wadą, czy zaletą? Czy trzeba ustalać normy prawne dla systemu, który sam się reguluje bez konieczności interwencji z zewnątrz? Autor prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że wszelkie systemy prawne zostaną w przyszłości zastąpione przez inteligentne kontrakty zapisane w łańcuchach bloków, które bezwzględnie będą egzekwować zapisy bez strachu o to, że jakiś sąd arbitralnie zinterpretuje zapisy umowy handlowej.  I znowu brak podatności na korupcję i inne przywileje. Reasumując brak systemu walutowego jest zaletą, gdyż w przypadku walut fiducjarnych regulacje prawne są tylko niezbędnym balastem.

brak formalizacji oraz nadzoru nad rynkiem wymiany

Formalizacja i nadzór bezpośrednio przekłada się na brak wolnego rynku. To brak możliwości samoregulacji i w konsekwencji niepotrzebne zwiększenie kosztów dla całego społeczeństwa.

Posłużmy się polskim przykładem, gdzie na rynku obecna była jedna giełda Bitcoin, która ma obecnie ponad 10 konkurentów, którzy walczą o klienta. Większość z tych graczy nie oferuje wysokiego poziomu bezpieczeństwa, ani ubezpieczenia od potencjalnego ataku. Wszystkie jednak zaczęły walkę od oferowania swoich usług praktycznie bez prowizji. Z biegiem czasu rynek giełd będzie musiał oferować bardziej bezpieczne i użyteczne platformy. Nadzór państwowy powodowałby tylko monopolizację rynku i zwiększenie bariery wejścia dla nowych innowacyjnych podmiotów jak to ma miejsce w innych gałęziach gospodarki, w których koncesje dostają tylko zaprzyjaźnione podmioty lub posiadające odpowiedni kapitał. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, aby oferować usługi certyfikowania giełd przez niezależne organizacje. Najważniejsze aby proces ten był dobrowolny!

mimo ogromnej zmienności sugerującej atrakcyjność rynku, brak jest fizycznego instrumentu bazowego

Bitcoin sam w sobie jest instrumentem bazowym, Bitcoin nie jest i nie musi być instrumentem pochodnym, aby był bardziej atrakcyjny.

znikome bezpieczeństwo utrzymywania kapitału w tej formie z uwagi na ataki cybernetyczne

Ten argument jest bardzo ogólny i nie wspomina, że Bitcoin jest młodą technologią, która wciąż ewoluuje. To dzięki atakom cybernetycznym na posiadaczy cyfrowej waluty, wiele osób zdało sobie sprawę, że w końcu musi zadbać o poziom bezpieczeństwa wszystkich swoich danych chociażby przez stosowanie dwuskładnikowego uwierzytelniania w serwisach internetowych. Tu polecam innowacyjne polskie rozwiązanie Rublon.

Nigdy wcześniej ludzie nie przykładali tyle staranności i nie poświęcali tyle czasu na edukację w tej materii. Ciągłe ataki mają pozytywny skutek w postaci nieproporcjonalnie poważniejszego potraktowania bezpieczeństwa sieciowego. W efekcie jesteśmy stymulowani do tworzenia bardziej bezpiecznych i odpornych systemów komputerowych. Te choroby wieku dziecięcego uodpornią nas wszystkich na przyszłość, kiedy cyfrowe waluty będą krwiobiegiem gospodarek na całym świecie. Nie zmienia to faktu, że w wielu innych aspektach Bitcoin jest o wiele bardziej bezpieczny niż inne aktywa.

Stara zasada o nietrzymaniu wszystkich jaj w jednym koszyku nadal ma zastosowanie.

znikome bezpieczeństwo obrotu przez ograniczoną odgórnie głębokość rynku, co oznacza wysokie ryzyko manipulacji zewnętrznej większość bitcoinów w obiegu jest w posiadaniu małej grupy uczestników rynku, którzy mogą nim dowolnie sterować, co oznacza wysokie ryzyko związane z insider tradingiem (tutaj jest to legalne)

O ironio Bitcoin jest technologią, która pozwoli poradzić sobie z insider tradingiem.

brak punktów odniesienia do przeprowadzenia faktycznej analizy fundamentalnej, zbyt krótka historia uniemożliwia wyciągnięcie wniosków statystycznych opartych na wykresie cenowym

Nawet jeżeli byłoby to prawdą, to ma to znaczenie tylko i wyłącznie z punktu widzenia spekulantów. Nie ma to żadnego wpływu na funkcjonowanie cyfrowej waluty.

wiarygodność cyfrowej waluty została już raz poddana próbie, każdy kolejny raz zwiększa prawdopodobieństwo eliminacji pseudo-waluty z obiegu

Nie pierwszy i nie ostatni raz. Każda próba, która nie zabija Bitcoin, bardziej go wzmacnia. Kiedyś negatywny news potrafił sprowadzić cenę Bitcoin dosłownie do parteru. Obecnie, nawet tragiczne informacje (jak upadek Mt.Gox) w o wiele mniejszym stopniu są w stanie zaburzyć percepcję wartości Bitcoin wśród jego posiadaczy.

brak transparentności transferów ułatwia życie szarej i czarnej strefie

Transfery o ironio są jak najbardziej transparentne, o wiele bardziej niż w przypadku jakiejkolwiek innego systemu! Jedyne czego nie wiemy, to kto jest ich inicjatorem i odbiorcą o ile się świadomie nie ujawnią. Anonimowość transakcji jest fundamentem wolności osobistej i gwarantuje brak cenzury ekonomicznej.  Tak samo jak mamy prawo do głosowania w wyborach w sposób anonimowy tak samo naszymi pieniędzmi oddajemy głos i to o wiele bardziej znaczący! Anonimowość transakcji jest fundamentem demokracji bezpośredniej, w której pijak z pod budki z piwem ma mniej wartościowy głos niż osoba odpowiedzialna i zaradna życiowo wnosząca dobro do gospodarki.

Wszystkie powyższe punkty i tak nie mają znaczenia w związku z jednym podstawowym prawem. Państwa, a co za tym idzie banki centralne nie oddadzą władzy nad kreacją pieniądza ludowi, ba nawet nigdy nie powinny tego zrobić, jeżeli chcemy utrzymać społeczną prosperitę.

Sęk w tym, że cyfrowe waluty sprawią, że nie będziemy musieli o to walczyć. Banki centralne staną się całkowicie zbędne lub będą musiały się dostosować do nowych realiów. W pewnym momencie większą korzyść Państwa będą czerpały z uczestniczenia w systemie niż walki z nim! Bardzo odważnym twierdzeniem jest również, że kreacja pieniądza powinna być w rękach władzy, a nie „ludu”. Śmiem twierdzić, że prywatny pieniądz, historycznie przyczynił się do większej „prosperity” niż jakikolwiek pieniądz państwowy.

Bitcoin w swojej formie, to rynek zbyt płytki, aby umożliwiał faktyczną alternatywę, dlatego dzisiaj wraca już powoli do roli ciekawostki hobbystycznej. Dużo szumu, a to nic innego, jak kolejna bańka i sen z którego pobudka już nie jednego drogo kosztowała, a innych dopiero będzie.

Ta ciekawostka hobbistyczna to rynek ponad kilku miliardów dolarów, w którego ekosystem inwestują VC jak Andreessen Horowitz i wielu innych. Ta ciekawostka hobbistyczna zrodziła tysiące startupów na całym świecie i pobudziła cały szereg kolejnych innowacji czerpiących z wynalazku łańcucha bloków! Rynek pokaże kto miał rację. Najważniejsze, że inwestorzy pokładają nadzieję w Bitcoin ryzykując swoimi pieniędzmi całkowicie dobrowolnie. I to jest najbardziej istotne w całej sprawie.

Korzystanie z Bitcoin jest całkowicie DOBROWOLNE!

Żadna inna waluta nie oferuje dobrowolności. Podatki, czy zakupy musimy opłacać w lokalnej walucie i musimy zdać się na łaskę lokalnego emitenta. Nie mamy wyboru… do dzisiaj.

Jak zawalczyć o wyższą płacę minimalną

Gazeta Wyborcza rozpoczyna debatę o płacy minimalnej. Temat jest niebezpośrednio związany z cyfrowymi walutami, jednak czuję się w obowiązku zabrać głos w dyskusji, do czego również namawia wspomniany artykuł.

Niech przedsiębiorcy walczą o pracownika

Czy lepiej  dekretami uszczęśliwiać ludzi, czy może lepiej stworzyć takie warunki, aby firmy z własnej inicjatywy podwyższały wynagrodzenia, a nawet jeśli ta pensja nie rośnie to żeby te same pieniądze każdego miesiąca zyskiwały większą siłę nabywczą?

Pensje pracowników rosną kiedy firmy muszą walczyć o wykwalifikowanych pracowników. A ma to miejsce tylko wtedy, gdy tych firm jest dużo i mają zapewnione warunki do rozwoju,  pojawiają się zagraniczni inwestorzy tworzący nowe miejsca pracy.

Kiedy pojawia się dużo małych firm?

Wtedy kiedy podatki są niskie, a samo prowadzenie działalności nie wiąże się z ogromnym stałym kosztem utrzymania np. niewydolnego ZUS.
Faktycznie okazuje się, że firmy zamiast powstawać w Polsce przenoszą się do Wielkiej Brytanii. Razem z ubezpieczeniem i obsługą księgową, koszt utrzymania odpowiednika Spółki z o.o. nie przekracza 450 zł miesięcznie.
W Polsce ZUS to około 1000 zł, pełna księgowość kolejne 1000 zł, a zatrudnienie kogokolwiek na prostą umowę jest coraz trudniejsze i pewnie będzie karane. Już nawet nie wspominam (a jednak) o kwocie wolnej od podatku. W UK to ponad 50 tys. zł, a w Polsce? Ledwo ponad 3 tys. zł. Z tego wynika, że tzw. prace dla młodych lub mało doświadczonych początkujących pracowników są obłożone ogromnym kosztem.
Do tego dochodzą wysokie ukryte podatki, rosnący VAT, akcyza, cła i inne podatki, które zawsze przenoszone są docelowo na konsumenta. W efekcie nawet wyższa płaca minimalna zapewni rodzinie mniejszy koszyk zakupów.
Tymczasem, okazuje się, że nasze podatki są wydatkowane przez Państwo w sposób rażąco nieoptymalny. Strona internetowa dla bezdomnych za 3 mln zł, minutowa reklama „10 lat w UE” za 7 mln zł, najdroższe autostrady w Europie itp. Ewidentnie dajemy za duże podatki skoro lekką ręką nasze pieniądze są wydawane w ten sposób.
Żeby pozyskać inwestora na 100 tys zł do innowacyjnego start-upu trzeba się wykazać solidnym modelem biznesowym. Rząd wydaje natomiast miliony na rozwiązania, które są zwykłymi wydmuszkami lub typową propagandą. W ten sposób znajomi królika otrzymują gigantyczne wynagrodzenia i rośnie przepaść zarobków między zwykłymi obywatelami, a tymi „uprzywilejowanymi”.
W ten sposób nowe drobne firmy w Polsce nie są w stanie przerodzić się w większe firmy, które mogłyby konkurować z dużymi graczami o pracowników.

Bo to wina chciwych kapitalistów

Duże firmy są jak bezduszne maszyny. Pracownicy są tylko identyfikatorami w tabelach. Jednak nie ma się co na ten fakt obrażać. Każda dobrze prowadzona firma stara się ograniczać koszty i zwiększać przychody żeby akumulować kapitał na przyszłe inwestycje, innowacje i na radzenie sobie ze zmieniającymi się okolicznościami rynkowymi. Jednym z kosztów jest koszt pracownika. Jest on minimalizowany na tyle na ile pozwalają warunki, w tym również wspomniana płaca minimalna. Jest jednak zasadnicza różnica.
Płaca minimalna powoduje, że część usług przestaje być w ogóle wykonywana lub przechodzi do szarej strefy. To są niezamierzone skutki. Dobrymi chęciami wykładamy sobie brukiem piekło.

Szerokie horyzonty?
Dla niektórych to okrąg o promieniu zero.

Pomysł podnoszenia płacy minimalnej jest przejawem tzw. strategii zachłannej, kiedy problem postrzegamy w bardzo krótkiej perspektywie przez co rozwiązanie, które wydaje się najbardziej opłacalne w krótkim okresie czasu jest kompletnie nieoptymalne w dłuższej perspektywie.
W dłuższej perspektywie bardziej opłacalne dla pracownika jest ogólny wzrost ilości dobrze prosperujących firm, które szeregiem korzyści będą chciałby przyciągnąć do siebie ludzi.

Co podpowiada zdrowy rozsądek?

Obniżmy podatki, bądźmy pod tym względem konkurencyjni w stosunku do UK, rozbujajmy gospodarkę, niech powstaje tysiące nowych firm, które będą się bić o każdego pracownika, a jednocześnie konkurować cenowo z monopolistami zwiększając siłę nabywczą każdej pensji. Nie sprzedawajmy społeczeństwu ZAWIŚCI w stosunku do tych, którym się lepiej powodzi lub czerpią korzyści z tego, że kiedyś podjęli ryzyko założenia własnej działalności.

Nadchodzą czasy krypto-anarchii

Niewiele osób sobie z tego zdaje sprawę, ale z dobrodziejstwa kryptografii klucza publicznego i prywatnego w teorii mogliśmy dopiero korzystać od 1976 roku. Od tego momentu musiało minąć jeszcze wiele lat zanim udało się zrealizować w praktyce całkowicie zdecentralizowaną sieć umożliwiającą dokonywanie transakcji na całym globie bez udziału strony trzeciej. Przypomnijmy sobie na jakich fundamentach powstała sieć Bitcoin.

  • W 1982 roku powstały podwaliny teoretyczne pod anonimowe transakcje realizowane za pomocą protokołu ślepych podpisów.
  • W 1992 roku powstała grupa pod nazwą Cypherpunks (nie mylić z Cyberpunks), która odpowiedzialna jest m.in. za manifest krypto-anarchistów.
  • W 1998 roku Wei Dai opisał projekt „b-money„, w którym wskazuje, że zaistnienie krypto-anarchii nie powoduje chaosu podobnego do konsekwencji przewrotu politycznego,  ale raczej sprawia, że władza jaką znamy dzisiaj staje się zwyczajnie zbędnaElementem tego procesu jest przede wszystkim decentralizacja kontroli nad pieniądzem.
  • W 1997 Nick Szabo (którego rewelacyjne eseje można znaleźć w sieci), określił podstawy działania tzw. inteligentnych kontraktów. 
  • Rok później, w kolejnej pracy, opisał sposób zapisywania praw własności, w postaci podobnej, jak dzisiaj wygląda zdecentralizowany łańcuch bloków Bitcoin.
  • W 2002 w pracy o historii pieniądza zaproponował ciekawą definicję, cytując znanego ewolucjonistę Richarda Dawkinsa, że:

pieniądze to formalny wyraz działającego z opóźnieniem wzajemnego altruizmu

  • W 2008 napisał pracę pod tytułem „Bit gold„, która w bardzo zbliżony  sposób do tego co już znamy dzisiaj,  opisywała jak może działać cyfrowa waluta.
  • W tym samym roku pojawiła się również praca Satoshi Nakomoto.
  • Niedługo później powstała pierwsza implementacja protokołu, którą na początku rozwijał głównie sam Satoshi. Dalsze prace nad otwartym kodem źródłowym przejęła społeczność programistów z całego świata.
  • Kolejne lata to wysyp ogromnej ilości projektów opartych o bazowy protokół, począwszy od całej gamy portfeli, giełd, systemów transakcyjnych dla biznesu oraz alternatywne krypto waluty.

Krypto-anarchia oparta o naukowe podstawy teoretyczne i powstające na jej podstawie narzędzia ma praktyczny wymiar w postaci ograniczenia udziału osób trzecich w relacjach społecznych i zapobieganiu większości konfliktów. Pomagają w tym wspomniane wcześniej inteligentne kontrakty, podpisy cyfrowe itp.

Bitcoin to eksperyment pokazujący jak działa (wbrew obiegowej opinii) anarchia. Dla przypomnienia definicji, to

ustrój, w którym państwo zostaje zastąpione przez nieprzymusową i niescentralizowaną organizację społeczeństwa

Anarchistyczne / libertariańskie cechy Bitcoin:

  • Korzystanie z Bitcoin jest całkowicie dobrowolne / brak przymusu akceptowania tej waluty
  • Emisja nie jest zmonopolizowana
  • Inteligentne kontrakty nie wymagają ingerencji żadnej wyższej instancji…

Jeżeli używasz Bitcoin, korzystasz z dobrodziejstw anarchii.

Pieniądz jako informacja o energii zgromadzonej w danym obszarze gospodarki

Kilka lat temu kupiłem sztabki złota jako zabezpieczenie oszczędności przed pazerną inflacją.  Od tego momentu czekałem kiedy cena osiągnie wręcz pewną przewidywaną wartość 5.000 dolarów za uncję. Mimo, że helikopter Ben drukował dolary w zastraszającym tempie, złoto jednak przestało pobłyskiwać i jego cena w relacji do dolara paradoksalnie spadła. Nie przyszło mi dzisiaj pisać o nieudanych inwestycjach, ale wróćmy jeszcze na chwilę do naszych sztabek lokacyjnych.

Kiedy kupowałem moje sztabki nie zadałem sobie kilku istotnych pytań? Najważniejsze, to chyba w jaki sposób upłynnić posiadane złoto? Zanieść do lombardu? Oddać do punktu skupu złota? Wystawić na Allegro? I w jak bardzo zaniżonej cenie w stosunku do wyceny rynkowej?

W sklepie moją sztabką nie zapłacę. Banki raczej nie są skore do ich wykupywania. Skąd mam wiedzieć, że moja sztabka nie jest zafałszowana? Jaki podatek zapłacę od takiej operacji? Mimo mojej szczerej niechęci do pieniądza wirtualnego (nie mam tu na myśli cyfrowych walut jak Bitcoin), koszty transakcji związane z obrotem złotem stwarzają więcej problemów niż korzyści.

Krótka historia o skarbcach ze złotem

Aby zobrazować ten problem posłużę się pewną anegdotą o tym jak bankierzy na całym świecie mieli dość ponoszenia ogromnych kosztów związanych z transferem dużych ilości złota w ramach wzajemnych rozliczeń. Postanowiono więc coś z tym zrobić. Po krótkiej burzy mózgów specjaliści podjęli decyzję, aby na jednej z wysp Pacyfiku zbudować podziemny system sejfów mechanicznie połączonych, co umożliwiało łatwy transfer ze skarbca jednego kraju do drugiego po bardzo niskich kosztach.

Plan wcielono w życie. Na wyspie powstał wspaniały system skarbców wraz z centralą, w której w której składowana i zarządzana była baza danych wszystkich transferów złota między krajami. Powyższa baza danych była w czasie rzeczywistym synchronizowana z bazami danych w każdym kraju, tak aby każdy z nich miał wgląd w historię transakcji. 

Koszty transakcji w złocie

Działało to rewelacyjnie, rozwiązało wiele problemów oraz zmniejszyło koszty operacji międzynarodowych. Po 10 latach działania całego systemu w ramach jubileuszu, przywódcy Państw, bankierzy i ekonomiści postanowili spotkać się na wyspie w ramach uczczenia wspaniałej innowacji, której dokonano wspólnymi siłami. Na wyspę zjechali się przywódcy z całymi rodzinami. Rozpoczęto od zwiedzania centrali gdzie wszyscy mogli zapoznać się z systemem informatycznym, który wszystkim zarządzał.

Dzieci bardzo chciały zobaczyć jednak skarbce i złoto. Przywódcy stwierdzili, że to świetny pomysł, aby pokazać dzieciakom zgromadzone bogactwo. Zarządcy placówki stwierdzili jednak, że to kiepski pomysł, żeby dokonywać inspekcji podziemnej instalacji, bo to niebezpieczne i że może to wymaga skomplikowanej procedury …

Prezydenci jednak nalegali. Do zwiedzania jednak nie doszło. Zarządcy przyznali się w końcu, że 5 lat wcześniej na wyspie wystąpiło ogromne trzęsienie ziemi i wszystkie szyby zostały zasypane i zalane.  Od tamtego czasu wszystkie transfery zapisywane były tylko w bazach danych… Nikt w tym czasie nie zgłaszał pretensji, a handel międzynarodowy rozwijał się w najlepsze. Wszystkie zobowiązania realizowane były w ramach rozliczenia sald. Ta informacja o zobowiązaniach stała się tanią walutą używaną na całym świecie.

Czym jest pieniądz?

W kontekście pieniędzy narosło wiele mitów, uprzedzeń i kompleksów na przestrzeni tysiącleci. Ludziom miesza się koncepcja środka wymiany z dobrami materialnymi i informacją o zobowiązaniach powstających między ludźmi, instytucjami, a nawet urządzeniami! Dzisiaj nawet pies lub lodówka lub całkowicie wirtualny byt (np. program komputerowy) może być równoprawną stroną transakcji.  Pieniądz to nie inaczej niż informacja o energii zgromadzonej w danym obszarze gospodarki. Ta energia może być zamieniona na usługi i dobra lub inną formę „energii”.

Bitcoin jako globalna baza zobowiązań

Czy powoli staje się jasne dlaczego cyfrowy zdecentralizowany system walutowy jest milowym krokiem rozwoju cywilizacyjnego? Czy nie staje się oczywiste jak łatwo i tanio w tej chwili będzie można regulować zobowiązania?  Mimo, że cyfrowy pieniądz jest tak samo wirtualny jak dług wdzięczności pomiędzy dwojgiem ludzi, to jednak różnica jest na tyle istotna, że cyfrowy pieniądz jest namacalny cyfrowo.

Jest zapisany na stałe w łańcuchu bloków. Można to porównać do sytuacji w której Jan ogłasza na forum publicznym, że Tadeusz pomógł mu w przeprowadzce i teraz ma wobec niego dług. Ten dług może być wykorzystany przez Tadeusza, który to powie swoim wierzycielom, aby Ci zgłosili się do Jana, ponieważ Jan publicznie przyznał, że ma dług wdzięczności. Na tak prymitywnym rynku co prawda ciężko określić ile warta jest pomoc w przeprowadzce, ale już w przypadku cyfrowych walut tego problemu nie mamy. Mamy za to giełdy, które pomagają znaleźć równowagę cen powstałych zobowiązań.

Na tej samej zasadzie cyfrowe górnictwo zawsze obraca się wokół konsensu społeczności w postaci publicznej akceptacji nowo powstającego długu wobec osoby, której uda znaleźć się rozwiązanie dla kolejnego bloku transakcji. Najlepiej to widać w kontekście nie tyle nowych jednostek waluty, ale prowizji za dotychczas wykonane transakcje. Osoba, która najszybciej potwierdzi aktualne transakcje zostaje wynagrodzona długiem, który może wykorzystać w dalszych transakcjach.

Nie bójmy się zatem cyfrowych walut. Ten wynalazek powstał nie po to, żeby nam szkodzić.. Cyfrowy (ale co ważne zdecentralizowany) pieniądz ułatwi nam życie i wzajemne relacje. Waluty takie jak Bitcoin otworzą przed nami Świat o jakim nam się nie dotąd nie śniło.